Do tej pory używałam plastikowego grzebienia z szeroko rozstawionymi zębami. Często rozczesuje jeszcze mokre włosy. O Tangle Teezer słyszałam w internecie setki razy aż się zdecydowałam sama sobie taką sprawić. Od samego początku podobała mi się niebieska ale miała włoski czarne a ja chcę dokładnie widzieć ile włosów mi wypada, że są ciemne, wybrałam taką z jasnymi włoskami- różową. Dokładnie taką jak po prawej.
Wybierając, starannie szukałam aby była oryginalna- taka ma podpis producenta na dole jak widzicie na zdjęciu.
Cena- około 60 zł
Tworzywo- plastik
Chciałam najpierw rozczesać włosy nie mając jej jeszcze moim grzebieniem. Nie dało się. Poszłam po mgiełkę. Nie dało się po jej użyciu zatem postanowiłam rozczesać je dopiero po nałożeniu i zmyciu odżywki. Ding ding! Dzwonek do drzwi, dotarła szczotka. Otwarłam zachłanni. Hmmmm, użyć? A co mi tam. Rany rany! Uwierzcie mi lub nie ale ja nawet nie poczułam pociągnięcia, szarpnięcia. Włosy błyszczące, gdy się przejedzie po skórze głowy to takie przyjemne że ma się ochotę wciąż ją tam trzymać. Jedynym minusem były pozostawione napuszone włosy. Może to dlatego że są ostatnio przesuszone? W każdym bądź razie pierwsze wrażenie na ooooogromny plus.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz